Start / Dziennik uważności / Wrzesień 2025

Wrzesień 2025

Nastały ciepłe dni, przeplatane chłodnymi nocami. Choć to już prawie koniec września, to aura wprawdzie letnia. Drzewa koło domu tylko gdzieniegdzie zmieniły kolory swoich liści. Część z nich opadła wcześniej, z powodu suszy. Jabłka dojrzały na młodych jabłoniach, dokładnie jest ich pięć, masywnych i dorodnych owoców. Z daleka wyglądają dość zabawnie, nieproporcjonalnie duże, do młodego niewyrosłego jeszcze drzewka, uginającego się pod ich ciężarem. Nieopodal na wysokim grabie zadomowiła się wiewiórka czarna, zjadająca jego nasiona – orzeszki grabowe. Pojawiła się u nas pierwszy raz początkiem miesiąca, z zaciekawieniem obserwuję, jak szybko i zwinnie wybiera orzeszki, obraca je w łapkach i wpycha do pyszczka. Ona również widzi mnie, niezrażona wcale moją obecnością kontynuuje zbieranie zapasów. Pojawia się i znika, ciekawi mnie, gdzie spędzi zimę, czy właśnie tutaj, w naszej okolicy.

Lubię odkrywać nowych mieszkańców ogrodu, to jak najpiękniejszy komplement i znak, że to dobre miejsce na życie i dla nas. Żywy dom i  żywy ogród. Zadomowił się u nas również i jeż, pojawił się kilka razy w ostatnim czasie, choć obawiam się, że nie zostanie tu na dłużej, jeden z naszych psów dwa razy oszczekał biedaka. Powróciły również sójki. Trzy, jak co roku. Krążą codziennie wokół pustego karmnika, będą musiały jeszcze trochę poczekać, do pierwszych mrozów i chłodniejszych dni. Obserwuję ich zwinne i skoczne ruchy, wydaje mi się, chciałabym przynajmniej żeby tak było, że potrafię je rozpoznać. Jedna z nich różni się znacznie kształtem głowy od pozostałej dwójki i czubem – fryzurką. 

Siedząc wieczorem na dworze wpatruję się w plamę światła, jedyne takie miejsce rozświetlone przez latarnię u sąsiadów. Mój zakres widzenia zawężony jest do tego jednego miejsca. Co w nim widzę? Kawałek stareńskiej szopy, obrośniętej winobluszczem, skrawek ogrodu sąsiadów, zarośla i nasz płot. Obraz ten w barwach jak ze snu, kształty niedokreślone, przywodzące na myśl różne stwory, pobudzające wyobraźnię. Słyszę pisk, potem kolejny. Po płocie przemykają nagle wielkie szczury, jeden za drugim. W tę i z powrotem. Zamieram, widok jakże surrealistyczny – plama światła sceną, a szczury, jak aktorzy w teatrze, odgrywają swoje role. 

Pierwszy raz, odkąd tu mieszkamy, jelenie zbliżyły się do zabudować wsi na rykowisko. Stojąc przed domem słyszę je tak, jakby stały zaraz obok nas na błoniach. Podjeżdżając później autem kawałek, wzdłuż drogi odkrywam, że rzeczywiście mają one swoje miejsce tuż za płotem i kawałek dalej drugie, pomiędzy lasami na ugorze. Siedząc opatulona w koc, przy drewnianym stole na podwórzu, w ciemności, wsłuchuję się w niesamowite dźwięki wydawane przez te dostojne stworzenia. Czuję wzruszenie, a chwile te jakby uświęcone. Dusza poruszona tak bliskim obcowaniem z naturą. Zastygam i wyczekuję wynurzającego się z gęstej ciszy ryku, na który w odpowiedzi z drugiej strony wyłania się kolejny. Czuję wdzięczność, że mogę być tak blisko tego pięknego spektaklu natury. W jednym momencie, pierwszego dnia rykowiska, niestety z ciszy wyłoniły się również dźwięki strzałów, dokładnie dobiegające ze stron, z których słychać jelenie. I w tamtym momencie złamało mi się serce.

Przewijanie do góry